Najbliższe spotkanie robótkowe



Najbliższe spotkanie robótkowe: 17.01.2015, godzina 14:00, w naszym stałym miejscu.


Jeśli chcesz się z nami spotkać, to pozostaw w komentarzu adres mailowy lub skontaktuj się przez formularz, który jest po prawej stronie, a wyślę wszystkie potrzebne wskazówki :]

środa, 21 stycznia 2015

Niespodzianka

W sobotę mamuśka miała wychodne, więc wybrała się na spotkanie robótkowe. Spotykamy się z dziewczynami od 3,5 roku co miesiąc. Przez ten czas się zżyłyśmy i zaprzyjaźniłyśmy ze sobą. W porywach jest nas około 30 sztuk.

Dziewczyny zrobiły mi mega niespodziankę.
Przepiękny patchwork. Obrazki są wyszywane krzyżykami.

Poszewka na jaśka do kompletu.

Traktor w wersji maskotkowej.

Cudna metryczka.
Dekupażowa skrzyneczka na dzieciowe przydasie.
 Oczywiście się popłakała.

Dziękuję Wam jeszcze raz dziewczyny :*


wtorek, 13 stycznia 2015

Szykowny maluch

Nadarzyła się okazja wystąpić w Tinkusiowym sweterku. Od razu mama parę zdjęć zrobiła.

Koniec sesji, teraz będę się machać
Jakoś nie powala, bo światła jak na lekarstwo.

Od razu obfotografowałam buciki, które miały być na wiosnę, a okazało się, że są na teraz.

Bo mój syn jest małą Wielką Stópką.
Tak, to stópka miesięcznego dziecka ;)

Powoli wracam do dziergania. Przyłączyłam się do akcji fajsbukowej: Kończymy nasze UFOki (klik). Jeden zaczęty sweter idzie do sprucia, a drugi jest w trakcie robienia się.

czwartek, 1 stycznia 2015

Prezenty

Poczta Polska się nie popisała. W sumie to niczego innego się po niej nie spodziewałam. Tinki wysłała paczkę dla Juniora 3 listopada i do tej pory nie doszła. Wysłana w tym samym czasie do Pimposhki doszła.

Tinki jest tak wspaniała, że wydziergała Mikołajkowi drugi sweterek. Nadała 26 grudnia a wczoraj miałam paczkę u siebie (chwała kurierom).

Dla każdego coś miłego.
Mikołajek dostał:
przepiękny sweterek z wrabianymi wzorami wydziergany osobiście przez Tinki
Junior będzie najbardziej stylowym chłopczykiem w tej części Europy ;))


ciuszki

i żyrafę Sophie, którą ma każde francuskie dziecko (a teraz i Junior)

Dla mnie (i tatusia) czekoladki.
Na szczęście już jadłam czekoladę i Junior nie dostał wysypki.

A Traktor zawłaszczył pudełko.


sobota, 27 grudnia 2014

Mikołajek

Bardzo dziękujemy za przemiłe komentarze pod poprzednim postem.

Pimposhka opisała swój naturalny poród. Mój był zupełnie inny. Miałam zaplanowane cesarskie cięcie. Od kilkunastu lat wiedziałam, że ze względów medycznych takie będę miała porody. I ten nie był inny.

Rodziłam w prywatnej klinice, gdzie chodziliśmy całą ciążę. Operował mnie ten sam ginekolog, który prowadził nas. Samego cięcia się nie bałam, bo wiedziałam, co mnie czeka (nie tylko ze studiów, ale również ginekolog kilka razy wyjaśniał na czym polega zabieg). Bałam się trochę znieczulenia podpajęczynówkowego. W sumie raczej na zasadzie obawy przed nieznanym. Okazało się, że nie było się czego bać. Anestezjolog był fantastyczny, bardzo miły, zabawny, rzeczowy i informował mnie za każdym razem, co będzie robił. (Znieczulenie jest takie, że nie czuje się bólu, nogi są zupełnie niewładne, ale dotyk i manipulacje się czuje). Samo ciecie to chwila, 15 minut i po krzyku ;) Tomek był w pokoju obok, gdzie przewieźli Mikołajka zaraz po wyciągnięciu go z brzucha i pokazaniu mnie. Szczęśliwy Tatuś, który jest "obrzydliwy" (nie przepada za fizjologiczną częścią wszystkiego ;)) został zmuszony do przecięcia pępowiny :D:D:D I mam  na to dowody zdjęciowe! Zaraz po "oporządzeniu" dziecka, przywieźli go do mnie (jeszcze na sali operacyjnej) i położyli na piersi. Niezapomniane przeżycie. (Zdjęcia też mam, bo Pan Anestezjolog zabrał aparat mojemu mężowi i robił zdjęcia mi i synkowi.)

A potem zabrali nas do naszego pokoju.

Samo cięcie cesarskie, jak już pisałam, nie jest straszne. Da się przeżyć ;) Dolegliwości bólowe po są bardzo indywidualne i zależą od progu bólu. Ja w 3 dobie byłam na pełnym chodzie. Bardziej dokucza mi niedokrwistość, bo jestem słaba. Teraz, po 2 tygodniach, od przyjmowania żelaza już jest lepiej.

Znieczulenie też nic strasznego. Dziwne jest uczucie, że masz nogi, widzisz je i nie dasz rady nimi ruszyć. Niestety niezbyt dobrze zniosłam samo znieczulenie. Mówiąc kolokwialnie: rzygałam jak kot. A od morfiny swędziała mnie niemiłosiernie skóra (podrapałam się do krwi, a z twarzy zszedł mi naskórek. I to chyba była najgorsza część- ten świąd (zaraz po nawale pokarmu).

Opieka poporodowa w Klinice jest fantastyczna. Przemiłe położne przychodzące na każde zawołanie, pomagające we wszystkim. Na odchodne dostaliśmy numery telefonów, gdybyśmy mieli jakieś pytania, problemy, do skorzystania o każdej porze dnia i nocy (przydało się jak zaczął się nawał w nocy, cycki mi rozsadzało, a Mikołajek był objedzony jak mops i nie raczył wciągnąć więcej). Zadzwoniłam, a położna poradziła co zrobić.

Jestem bardzo zadowolona z porodu w Klinice, warto zapłacić za taką opiekę. Ewentualne przyszłe ciąże też tam chciałabym prowadzić i rozwiązywać.

Powoli uczymy się siebie na wzajem. Mikołajek jest grzecznym dzieckiem. Nie płacze, tylko w nocy urządza imprezy ;) Oczy jak 5 zł i nie ma spania. Nie marudzi, nie płacze, i nie śpi. Nie śpi po 3-4 godziny. A my nie śpimy razem z nim. Jeszcze nie znaleźliśmy włącznika opcji: spanie w nocy.

Niestety jestem walniętą mamuśką, która zamartwia się wszystkim...I bycie lekarką nie pomaga nic a nic. Wręcz przeciwnie, wymyślam coraz to nowe powodu do zmartwień. Rozmawiałam z przyjaciółką, pediatrą, która mamą została pół roku temu, i ma tak samo. Odetchnęłam więc z ulgą ;))

Muszę powiedzieć, że wiedza innych kobiet, które już rodziły jest nieoceniona. Mnie wspierają Mama, siostra i Truscaveczka (wielkie dzięki!). Przy tym nieszczęsnym nawale najlepszą radę z prezentacją dała mi siostra (która dostała ją od mamy). Jola przyszła też wykąpać po raz pierwszy Mikołajka.

Pozdrawiamy poświątecznie.
Skóra zdjęta z Taty.


sobota, 13 grudnia 2014

Junior

Już z nami jest.

Pozdrawiamy :)