Najbliższe spotkanie robótkowe



Najbliższe spotkanie robótkowe: 06.09.2014, godzina 14:00, w naszym stałym miejscu.


Jeśli chcesz się z nami spotkać, to pozostaw w komentarzu adres mailowy lub skontaktuj się przez formularz, który jest po prawej stronie, a wyślę wszystkie potrzebne wskazówki :]

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Robienie precelków.

Bardzo dziękuję za miłe komentarze pod poprzednim postem. Z tym służeniem stanu dwupakowego to bywa różnie. Początek był nie najlepszy, żeby nie powiedzieć okropny ;) W pewnym momencie myślałam, że zamieszkam w łazience. Teraz w II-gim trymestrze jest zdecydowanie fajniej. Nie wymiotuję, Junior daje znać, że jest. Ale żeby nie było za różowo, to brzękną mi nogi. Myślałam, że to w upały tak tylko, ale upały się skończyły a brzęknięcie zostało. Do tego stopnia, że jedyne obuwie w jakie się mieszczę to prawie 10-letnie japonki. Ale jak mi powtarza Truscaveczka (za co jestem niezmiernie wdzięczna): to minie ;). A Junior za 4 miesiące będzie z nami. (No i zdjęcia były robione w jeden z lepszych dni ;))

Pokazywałam już jak prostuję włóczkę (klik), a teraz pokażę jak ją przewijam w motki/precelki.

Zrobiłam kiedyś sweterek, który był na mnie za duży, więc dostał się Agnieszce.

Agnieszka z niego wyrosła i przestała w nim chodzić. Tak znów trafił w moje ręce, ale na mnie dalej nie leży dobrze. Został zakwalifikowany do prucia i przerobienia. Najpierw go sprułam przy pomocy zwijarki <3. Następny etap to przygotowanie do prostowania, czyli przewijanie w motki.

Nie jest to zapewne innowacyjny pomysł, ale musiałam coś wymyślić. Mój dotychczasowy sposób przestał się sprawdzać. Do tej pory używałam taboretu odwróconego "do góry nogami" i na te nogi właśnie nawijałam włóczkę. Aktualnie mój brzuch jest ograniczeniem, ciężko mi się schylać i być w pozycji pochylonej do przodu. Postanowiłam spróbować czego innego.

Użyłam mojego motowidła <3 przykręconego do taboretu. A ja sobie siedzę na leżaczku na balkonie i rozkoszuję się chłodniejszym powietrzem. (W tle koci zadek).

Odpychałam/kręciłam motowidło za metalową, wystającą część.

Oczywiście miałam rudego pomocnika.


Cała operacja zajęła mi mniej czasu niż dotychczasowe przewijanie w motki. Precelki są gotowe na prostowanie. Te zanim je potraktuję parą, muszę najpierw wyprać, bo dość długo leżały w szafie.
Kolor zupełnie od czapy wyszedł. Oryginalny kojarzy mi się ze dojrzałym zbożem, tuż przed ścięciem.
A wy jakie macie sposoby na przewijanie włóczki? Pytanie szczególnie do prządek, które swoje cudeńka zwijają w precelki przecież.

Ps. Traktor chyba w końcu dorósł do pozowania.

Albo nie mam o czym pisać, albo pomysły na posty prawie codziennie ;)

piątek, 15 sierpnia 2014

Stormwind

Kilka dni temu, z małą obsuwą względem wyznaczonego terminu, skończyłam testować Marzenowy sweterek. Czekałam tylko z sesją, bo upały mi nie służą, a już na pewno nie służą wbijaniu się w wełniany sweter. (Chyba pierwszy raz w życiu cieszę się z końca lata!).

Generalnie testując staram się nic nie zmieniać, ale tym razem mi się nie udało. Wprowadziłam kilka modyfikacji:
- użyłam 3,5mm, bo dziergam bardzo ciasno, co poświadczy każdy, kto widziała na żywo moje robótki
- włóczka z moich przepastnych zapasów: Drops Baby Alpaca Silk. Nałożyłam sobie embargo na zakupy, muszę w końcu zapasy zacząć wyrabiać a nie je tylko powiększać.
- mniej powtórzeń reglanu- bo mam "krótkie" pachy,
- finalnie mam jedno powtórzenie warkocza mniej. Musiałam pruć to ostatnie powtórzenie, bo sweterek wyszedł za długi.
- mniej rozszerzałam korpus,

No i to tyle ;) Sam wzór jest przepiękny, przyjemnie rozpisany, łatwy w modyfikacjach. No i mieści mój brzuch! Mam nadzieję w nim pośmigać jeszcze trochę.

No dobra koniec gadania, zdjęcia: (fot. W. Zalewski (klik))
Ha! Odznaczają się spodnie ciążowe
Trochę dłuższy tył
I detale:
Cudne warkoczyki
Oraz patka
Wzór: Stormwind
Włóczka: Drops Baby Alpaca Silk, 580g
Druty: 3mm, 3,5mm

Marzena zrobiła promocję: każdy, kto do końca sierpnia nabędzie minimum 3 motki Everlasting Sock, Smooshy lub Jilly w jej sklepie (klik) dostanie wzór w prezencie.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Spotkanie sobotnie

Ależ mam ostatnio maraton spotkań dziewiarskich! Zaczęło się w Magic Loop-ie, potem e-dziewiarka, dzierganie pod chmurką z Marzeną, a w ostatnią sobotę było nasze regularne spotkanie, na które wpadła Wiola B. (klik)!
W tle Magda dzierga na stojąco ;)
Wiola przywiozła ze sobą sweterki, które przechodziły z rąk do rąk wzbudzając zachwyt.





Coś intensywnie tłumaczę ;)
Żeby nie było, że tylko dziamgam, też dziergałam ;)
 Następne spotkanie będzie 6 września. Jeśli, ktoś chciałby się wybrać, a nie wie jak do nas trafić, to proszę o kontakt przez formularz z prawej strony.

Skończyłam Stormwind a lekkim poślizgiem. Następnym razem zdjęcia sweterka!

sobota, 9 sierpnia 2014

Wrocław

Wróciliśmy z wycieczki! Ten tydzień z hakiem minął błyskawicznie. Dużo zwiedzaliśmy, nie tak intensywnie jak w Holandii, gdzie Tomka przegoniłam po 23 (słownie: dwudziestu trzech) muzeach, Małżonek tworzył swój szlak piwny, ja mu biernie towarzyszyłam i dziergałam Stormwind testowy dla Marzeny.

 Do większości muzeów wchodziliśmy za darmo: w Muzeum Miejskim (ma kilka oddziałów) wstęp na wystawy stałe bezpłatny, a do innych wybieraliśmy się wtedy, kiedy był dzień wejścia bez opłat.

Przed wyjazdem pożegnał nas Koci Dół. Coś Rudość czuła, że na tydzień go zostawiamy. Oczywiście nie samego, miał najlepszą Nianię załatwioną.

W dzień przyjazdu, zanim się zameldowaliśmy zobaczyliśmy Ogród Japoński i Zoo. Zoo jest gigantyczne, nie obejrzeliśmy wszystkiego, bo niestety ja już nie dałam rady. Dolegliwości pierwszego trymestru ustąpiły, ale jest mi już dość ciężko (szczególnie w upał) chodzić daleko/długo, no i odnóża mi brzęknął (brzękły w upały i przed ciążą,tylko teraz ze zdwojoną siłą ;)). W Zoo spotkałam moją profesorkę od matematyki z liceum! Tylko jakieś 550 km od domu ;)

Drugiego dnia byliśmy w Ogrodzie Botanicznym, który podobał mi się znacznie bardziej niż Zoo. Piękne miejsce, gdzie można całą rodziną się wybrać. Są miejsca, gdzie można usiąść, wzięty prowiant skonsumować, powłóczyć się po pięknych alejkach. Po prostu bajka! Żałuję, że w Białymstoku nie ma takiego miejsca! I w przeciwieństwie do Zoo bilety w przystępnej cenie.

A drugim punktem były odwiedziny u Makunki w e-dziewiarce. Magda jest bardzo życzliwą, miłą, ciepłą i gadatliwą osobą. Spędziliśmy u Niej 2,5 godziny, które minęły błyskawicznie! Gdyby Junior (będzie facet ;)) się nie domagał jedzenia, to pewnie bym jeszcze dłużej została ;) Niestety zakupów dużych nie poczyniłam. Stałam jak osiołek przed półkami i najchętniej zabrałabym większość do domu. Wybrałam Baby Merino Juniorowi na sweterek.

Namiętnie fotografowałam krasnale. Cieszyłam się jak dziecko, kiedy jakiegoś zauważyłam ;)

Byliśmy w knajpie Nietota, gdzie jest pies o takim samym imieniu. Na dzień dobry nas obszczekał, a potem nie odstępował na krok, kiedy jedliśmy śniadanie.

Kolejnym punktem "obowiązkowym" jest Panorama Racławicka. Muszę powiedzieć, że jestem rozczarowana. W Hadze widziałam Panoramę Mesdag i to była genialna panorama! Jak się wchodziło do pomieszczenia z obrazem, to mózg wariował. Niesamowite uczucie. Wiesz, że jesteś w zamkniętym pomieszczeniu, a nie widać horyzontu. Odległość od obrazu jest znaczna, więc inscenizacja: piach, rekwizyty zajmują sporo miejsca. W Racławickiej nie ma tego efektu. Ale jak się nie widziało wcześniej takiego obrazu to na pewno warto zajść. Niestety zdjęcia nie oddają ani jednej ani drugiej panoramy.

W jednej cukierni robili takie cuda. Szkoda, że białej czekolady nie lubię ;)

W jednym muzeum robiliśmy sobie self-shoty w lustrach ;) Na czasie być trzeba.
Dzień przed wyjazdem miałam kolejne dziewiarskie spotkanie. Nawet Ola z Gliwic przybyła! Dwie dziewczyny nie chciały się fotografować.

A po powrocie czekał na nas wytęskniony kot-przylepa. Kiedy mruczał do brzucha, to Junior podskakiwał.

Następnym razem fotki z dzisiejszego spotkania robótkowego w Białymstoku.

niedziela, 27 lipca 2014

Kot-srot

 Ostrzegam, że znowu będzie kot ;)

Wczoraj odwiedzili nas przyjaciele i przynieśli całe pudło dziecięcych ubranek. Wieczorem, kiedy rozpakowywałam rzeczony karton oczywiście miałam pomocnika. Najpierw wywalił część, zrobił sobie miejsce a potem wlazł do środka. Ot cały kot-srot.


A jutro jedziemy na wakacje! Wrocławiu przybywamy!