Najbliższe spotkanie robótkowe



Najbliższe spotkanie robótkowe: 07.03.2015, godzina 14:00, w naszym stałym miejscu.


Jeśli chcesz się z nami spotkać, to pozostaw w komentarzu adres mailowy lub skontaktuj się przez formularz, który jest po prawej stronie, a wyślę wszystkie potrzebne wskazówki :]

wtorek, 24 lutego 2015

Przyjaciele

Przyjaciele to wspaniały wynalazek ;) Dzięki temu oprócz wspaniałych rodzonych sióstr sztuk trzy, mam też kilka sióstr, które sobie sama wybrałam. Niektóre są "realne" a niektóre wirtualne. Jedną z sióstr z wyboru jest Asja.

W zeszłym tygodniu zapukał do mnie kurier z paczką od Asi. A w środku same cudne rzeczy. Dla każdego coś miłego (chociaż nie ma co ukrywać, że ewidentnie adresatem był Junior ;)).

Mama dostała cudne włóczki i list, syn koszulkę i przydasie, a kot oczywiście przygarnął pudełko.

Piękne etui na dodatkowe smoczki, oraz przypięcie smoczka, żeby się nie zgubił. To przypięcie jest takie cwane, że ma "pojemniczek" na silikonową część smoczka.

Włóczka to Uncommon Everyday, marki The Uncommon Thread. 100% merino superwash. Ręcznie farbowana, mięciutka w kolorach: meadowgrass i birthstone. Kolor meadowgrass na zdjęciu od czapy, wyszedł zupełnie żółty, a jest w odcieniach oliwkowych.

Toma teraz matka zagwozdkę co dziergać ;)

Asiu, jeszcze raz pięknie dziękuję :*:*

niedziela, 15 lutego 2015

Śmietankowe warkoczyki

W końcu dziewiarski post. Czapkę wydziergałam jeszcze w listopadzie. Tylko nie miałam kiedy obfotografować. Najpierw dlatego, że chodziłam w ciążowym namiocie, potem pojechała ze mną na porodówkę. Potem był okres noworodkowy. A jeszcze później albo okoliczności przyrody nie sprzyjały, albo brak aparatu, albo czasu.

W ostatnią sobotę z mamą i siostrą pojechałyśmy do Krynek, do rodziny. Na spacerze z bratem ciotecznym i jego dziewczyną wzięłam z zaskoczenia brata i zrobił mi zdjęcia.



Wzór: moja improwizacja
Włóczka: podwójna nitka Alpaca Drops, kolor (chyba) 101 biały, 2 motki i trochę
Druty: 4mm ściągacz, 5mm reszta

Aktualnie czapka jest moją ulubioną. Ciepła, ale lekka. Pasuje do płaszczyka i do kurtki. Prawie ideał. Szkoda, że nie gotuje ;)

piątek, 13 lutego 2015

O karmieniu piersią

Pimposhka (klik) napisała super post o karmieniu piersią w UK. Tylko pozazdrościć takiej opieki, bo u nas to bywa różnie. Mam wrażenie, że kobiety karmiące są pozostawione same sobie. Opowiem o moich perypetiach, może komuś to pomoże.

Już w czasie ciąży wyciekało mleko i używałam wkładek laktacyjnych. Od razu po porodzie położna pomogła mi przystawić Mikołajka do piersi. Chłopak miał problem z chwyceniem lewej brodawki, bo jest płaska, więc zaczynałam od kapturka na lewej piersi. Z prawej bez problemu. Jak już pisała rodziłam przez cięcie cesarskie, a z rozpoczęciem laktacji nie miałam problemu. Tak więc między bajki można włożyć mit, że po cesarce jest problem z karmieniem piersią i zostaje tylko mleko modyfikowane. Oczywiście jest to NIEPRAWDA (potwierdzi to Truscaveczka, czyż nie?).

Już w domu miałam nawał pokarmu. Koszmar... Teoretycznie wiedziałam co robić, ale nie byłam na to przygotowana psychicznie. Laktatorem zdewastowałam sobie brodawki, Junior nie mógł się dobrze przyssać, bo piersi były koszmarnie twarde. Na szczęście przyszła położna, a wieczorem moja siostra, które pokazały mi jak spuścić nadmiar pokarmu ręcznie. Stałam więc nad umywalką i ściskałam piersi, a mleko leciało strumieniami. (Ważne, żeby odciągać/ spuszczać mleko do uczucia ulgi, bo co się odciągnie to zostanie naprodukowane). Oczywiście dziecko to najlepszy laktator, ale mój najedzony po korek nie planował jeść więcej ;)

Walczyłam z poranionymi brodawkami. Najpierw je zniszczyłam laktatorem a potem Mikołaj doprawił. I tutaj znów poratowały mnie kapturki. Stosowałam różne maści na brodawki. W moim przypadku zdecydowanie najlepsza okazała się lanolina (miałam próbki z jakiejś angielskiej marki, a potem zakupiłam z Ziaji). Położna poleciła mi Bepanthen na bardzo poranione brodawki, ale Tomek nie mógł się dogadać w aptece o który dokładnie chodzi. Zostałam więc przy lanolinie.

Potem miałam zapalenie piersi. Gorączkę pod 40 stopni, dreszcze, okropny ból. Pojechaliśmy do Kliniki, gdzie rodziłam, tam ginekolog, który prowadził ciążę, zbadał mnie, zrobił usg, przepisał leki (bez antybiotyku się nie obeszło). I już następnego dnia było zdecydowanie lepiej.

Niestety w tym czasie zmarł mój dziadek. Bardzo mnie to zestresowało i "siadła" mi laktacja. Płakałam ja, płakał Mikołaj. Dzięki Bogu za przyjaciół! Zadzwoniłam do przyjaciółki popłakać jej w słuchawkę, a okazało się, że jest w Bstoku i za pół godziny była u mnie. Powiedziała mi to, co jej powiedziała położna: po pierwsze dziecko ma być najedzone! Skoczyła do sklepu po mleko modyfikowane. Dokarmiłyśmy Mikołajka. Dziecko przestało płakać i poszło spać. Ważne żeby dokarmiać PO przystawieniu do piersi, a nie zamiast, inaczej laktacja siądzie całkowicie. Robimy 30ml mleka, jak zajdzie potrzeba to kolejne 30ml. Jest szkoła, żeby dziecku nie podawać butelki, tylko karmić strzykawką, albo łyżeczką, albo z kubeczków. Ja nie miałam takiej siły, korzystałam z butelek Tommee Tippee, które mają szerokie smoczki, co wymusza na dziecku układanie buziaka jak na cycku (też poleciła mi przyjaciółka, jeszcze jak byłam w ciąży, więc od razu takie kupiliśmy).

Równocześnie umówiłam się na wizytę do doradcy laktacyjnego. W ramach opieki poporodowej w prywatnej klinice zapewniona jest opieka doradcy laktacyjnego. Na wizytę musiałam czekać kilka dni, ale doradczyni przez telefon poradziła mi, żebym piła Fameltiker i po każdym karmieniu używała laktatora elektrycznego po 10 minut na pierś (i nie patrzyła czy coś leci, czy nie, bo to ma stymulować). Tak też robiłam. Było to dość upierdliwe, ale grunt to samozaparcie. Po kilku dniach mieliśmy wizytę. Doradczyni porozmawiała ze mną, zważyła Mikołajka, zbadał czy dobrze ssie, zbadała moje piersi, i zobaczyła czy się dobrze przystawia do piersi.

Cały czas bolały mnie brodawki, i obawiałam się, że Mikołaj źle chwyta pierś. Poszukałam w internecie jak ćwiczyć łapanie. Pomocne okazały się strony ta (klik) i ta (klik).

Po kilku dniach znów zaczęło mi się kolejne zapalenie piersi... (Tym razem już wiedziałam, jak zaczyna boleć pierś, więc nie dopuściłam do gorączki). I znów pomogła nam doradczyni. Poradziła, żeby stosować ibuprofen (można w czasie karmienia), przystawiać jak najczęściej, zaczynać od chorej piersi, ewentualnie odciągać mleko, jeśli Mikołaj nie chciałby pić z chorej piersi (mleko inaczej smakuje), no i okłady z kapusty. I to wszystko nam pomogło. Następnego dnia było już lepiej.

Na kontrolnej wizycie u ginekologa, lekarz powiedział mi coś, o czym nikt nie mówi: karmienie, to umiejętność jak każda inna, którą trzeba wyćwiczyć. I to święta prawda! Niektórym przychodzi to łatwiej, a innym, jak mi i Mikołajowi, trudniej. Duże znaczenie ma też fakt, jak karmienie jest przedstawiane. Sam cukier. Cudne i wspaniałe, matka odczuwa jedynie przyjemność i błogostan. Rzadko mi się mówi o problemach: poranionych, bolesnych brodawkach, problemem z przyssaniem się, zapaleniach, nawale. Nawet w szkole rodzenia, problemy czasu laktacji były potraktowane po macoszemu. Doradczyni laktacyjna, która prowadziła zajęcia, rozpływała się nad karmieniem, same ochy i achy. Nie dziwię się, że kiedy dziewczyny natrafiają na trudności z karmieniem przestawiają się na mleko modyfikowane. Praktycznie znikąd pomocy, nie każdy może sobie pozwolić na prywatne wizyty doradcy laktacyjnego a nie wszyscy wiedzą gdzie i czy są "państwowe" poradnie laktacyjne. W Białymstoku jest przy UDSK Poradnia Zaburzeń Laktacji (klik).

Napiszę jeszcze o jednej rzeczy. Lekarze mało wiedzą o laktacji. Na studiach miałam jedne zajęcia w ramach pediatrii o laktacji (właśnie w tej poradni, do której dałam link). Mam nadzieję, że teraz jak będę chodziła na wizyty patronażowe do noworodków, to będę chociaż trochę mogła pomóc młodym mamom. 

W internecie przeczytałam opinie, że lekarze są przekupowani przez przedstawicieli firm farmaceutycznych, które produkują mleko modyfikowane. BZDURA. Pracuje 2 lata w gabinecie i w ciągu tych dwóch lat nie było takiego przedstawiciela u mnie ANI RAZU!

PS. Zapomniałam jeszcze napisać o "kryzysach laktacyjnych", które moja doradczyni woli nazywać skokami wzrostowymi. Pokarmu nie jest mniej niż było, tylko dziecko potrzebuje więcej. Dlatego "wisi" na cycku cały dzień. Takie skoki są ok 3 i 6 tygodnia, 3 i 9 miesiąca i trwają ok 2 dni.

czwartek, 5 lutego 2015

Wspólne dzierganie i czytanie

Dawno nie brałam udziału w tym wyzwaniu. Nawet nie będę się tłumaczyć, bo to już nudne ;) Mimo to cały czas coś tam czytam i dłubię.

Aktualnie na drutach Light Trails (klik) z rudej Czterdziestki, która została po spruciu Mrs. Darcy (klik). Kardigan nosiłam rzadko. Był jednym z pierwszych, a przez to widać było różne niedociągnięcia. A poza tym miał fatalnie zrobione rękawy: za krótkie, ściągacz za ciasny a ramię za szerokie. Czyli kupka nieszczęścia. W grudniu, kiedy czekałam na Mikołajka, dzierganie nie szło za bardzo, za to prucie szło fantastycznie ;) Przed porodem nawet zaczęłam coś z tego dziergać, ale już na początku wiedziałam, że braknie włóczki. Kilka dni temu sprułam to wszystko i zaczęłam Light Trails.

Czytelniczo jestem w połowie "Języka niemowląt".
Zdjęcie z lubimyczytać.pl
Generalnie nie czytałam żadnych poradników dotyczących rodzicielstwa. Przeczytałam "W Paryżu dzieci nie grymaszą" Pameli Druckerman. Książka nie jest typowym poradnikiem (chyba, bo nie czytałam żadnych poradników do tej pory ;)), tylko porównaniem sposobu wychowania dzieci przez Amerykanki i Francuzki, napisane przez Amerykankę mieszkającą w Paryżu. Wiele ciekawych spostrzeżeń, szczególnie dotyczących kultury jedzenia.
Zdjęcie z lubimyczytac.pl

A teraz czytam wspomniany "Język niemowląt". Nie zgadzam się z wieloma rzeczami, o których pisze autorka, ale Łatwy Plan działa (przynajmniej na Mikołajka). Myślę, że dla tego jednego warto przeczytać tą pozycję.

Jak widać zostałam posiadaczką czytnika. Czytnik sprezentowała nam ciocia Tomka. Nie jest to popularny Kindl, a Nook. Nie będę porównywać tych czytników, bo nie korzystałam z Kindla. Z Nooka jestem całkiem zadowolona. Jego największą zaletą, jest waga. Dużo łatwiej jest mi czytać na nim, niż tradycyjne książki, kiedy karmię synka (szczególnie, że jeszcze niedawno nasze stołowania się trwały 40 minut albo i dłużej).

Następnym razem napiszę o karmieniu w PL i moich przygodach.

czwartek, 29 stycznia 2015

O stosunkach Juniorzo-Traktorzych

Trzecie najczęściej zadawane pytanie (pierwsze jest o Mikołajka a drugie o noce) jest: jak Traktor.

Kot ma się co raz lepiej. Początki były ciężkie (jak i dla nas), ale z każdym dniem widać poprawę.

Ze szpitala wypisani zostaliśmy wieczorem. Po wniesieniu Mikołaja do domu Traktor podszedł do pakunku z dużą dozą rozwagi: ostrożnie się zbliżył na ugiętych łapach, powąchał i poszedł sobie.

Następnego dnia rano był niepocieszony, że nowy nabytek nie zniknął. Jego mina rano, kiedy wyszliśmy z sypialni jednoznacznie mówiła: "jak mogliście mi to zrobić?!". Przez pierwsze dni nie podchodził do Mikołaja na bliżej niż 2 metry, i tylko na ugiętych łapach.

A potem się zaczęło:

Obserwacja Nowego.

Spanie na łóżku piętrowym.

Anektacja wanienki.
(Słyszymy raban w łazience. Tomek idzie sprawdzić, co kot broi, bo że kot broi to było pewne. Staje w drzwiach i rechocze. Taki oto obrazem zastał.)

Bliższe poznanie.

Anektacja dolnego wózka.

Anektacja górnego wózka.

Próba wdarcia się do łóżeczka.

(W pewnym momencie zniknął kot. Nigdzie go nie było. Szłam położyć Mikołaja do łóżeczka. Wchodzę do sypialni, która jest zamknięta dla kota, a tam Traktor leży w łóżeczku Mikołaja. Nawet nie wiemy kiedy wdarł się do sypialni i zajął strategiczne miejsce. Po położeniu dziecka, zrobieniu zdjęcia, kot został eksmitowany z nowego legowiska.)

Wspólne polegiwanie na "placu zabaw".


A teraz po 7 tygodniach nastąpiła pełna komitywa (pewnie do momentu, kiedy Mikołaj zacznie się interesować kotem :)).

Traktor pierwszy reaguje na płacz Mikołaja, od razu do niego biegnie i próbuje lizać po główce (na co nie pozwalamy, chyba że kot jest szybszy). Kiedy przychodzą obcy, to nie odstępuje ich na krok, kiedy trzymają dziecko (normalnie kot obronny). Zawsze asystuje przy kąpieli.

Jak widać kot zaakceptował nowego członka rodziny. Myślę, że zaprzyjaźnią się w przyszłości.