Najbliższe spotkanie robótkowe



Najbliższe spotkanie robótkowe: 29.08.2015, godzina 12:00, w naszym stałym miejscu.

Jeśli chcesz się z nami spotkać, to pozostaw w komentarzu adres mailowy lub skontaktuj się przez formularz, który jest po prawej stronie, a wyślę wszystkie potrzebne wskazówki :]

sobota, 5 listopada 2016

Light trails

Mam w końcu coś do pokazania.

Skończyłam Light Trails. To już drugi. Pierwszy oddałam, bo źle się czułam w takim rudym kolorze. Ten jest w moim ukochanym fiolecie. Włóczka leżała kilka lat w zapasach. Aż się doczekała odpowiedniego wzoru.

Wzór: Light Trails
Włóczka: Baby Alpaka Silk 5 motków, na rozmiar najmniejszy. Próbką w ogóle się nie przejmowałam
Druty: 3,5mm
Mąż jak zwykle rozśmiesza




Łapka kupiona u Jolinki

Zbliżenie na warkocze
Miałam tylko 5 motków i bałam się, że zabraknie na rękawy. Na szczęście są takiej długości jak chciałam a włóczki kilka metrów zostało. Na upartego to mogłabym spruć ściągacze i dorobić po 2-3 rzędy ale już mi się nie chce.

Zrobiłam jedno więcej dodawanie na dekolt i jedno więcej spuszczanie oczek w korpusie. Wyszedł mi z mniejszym "zapasem" ale taki był zamiar.

Bardzo lubię Baby Alpakę Silk Dropsa. Mam z niej Stormwind i spisuje się świetnie. 

czwartek, 29 września 2016

Minimalizm

Pimposhka opublikowała recenzję (klik) książki "Chcieć mniej" Katarzyny Kędzierskiej, zmobilizowała mnie tym do napisania tego posta.

Kilka lat temu na blogu Herbi przeczytałam o minimalizmie. Zaczęłam szukać informacji na ten temat. Trafiłam tak na klika polskich blogów o tej tematyce. Na początku byłam zainteresowana tylko "francuskim szykiem, stylem" czy jak zwał tak zwał. W uproszczeniu kojarzący się z dżinsami, małą czarną i białą koszulą (ależ pojechałam stereotypem ;)) Wtedy nie ruszałam nic poza modą.

2 lata temu, kiedy byłam w ciąży zaczęły przytłaczać mnie przedmioty w naszym 40 metrowym mieszkanku. Jak pomyślałam, że mam gdzieś jeszcze wepchnąć rzeczy PoTomka, to robiło mi się słabo. Wtedy przypomniałam sobie o minimalizmie. Już nie mogłam porządków odkładać wiecznie. Któregoś dnia zmobilizowałam się i zrobiłam przegląd szpargałów. Powyrzucałam lub pooddawałam sporo rzeczy. Nawet T. wziął czynny udział i przejrzał swoje cenne kabelki.

Po porodzie, kilka dni po powrocie ze szpitala, wybebeszyłam szafkę z dokumentami i ogarnęłam papierzyska, które straszyły mnie za każdym razem jak otwierałam drzwiczki. Na jakieś rok był spokój. A potem nawinęła nam się przeprowadzka i znów była okazja do przejrzenia dobytku.

To był moment, kiedy pozbywałam się książek. Z nimi najtrudniej było mi się rozstać. Niedawno przeczytałam, że nie ilość książek w domu świadczy o nas (nie pamiętam gdzie niestety się na to natknęłam). Uderzyło mnie to ogromnie. Niby proste, ale dla mnie to było odkrywcze. Tym bardziej, że przesiadłam się na czytnik i prawie w ogóle nie czytam książek "tradycyjnych". Ze sporych rozmiarów biblioteczki mam 3 niewielkie półki z książkami (beletrystyka + moje podręczniki), które cieszę się, że mam w wersji papierowej np. przepięknie wydane filozoficzne eseje nieżyjącego już profesora chorób wewnętrznych Szczeklika (podręcznik interny jego autorstwa też posiadam) (klik). Reszta poszła w ludzi, do biblioteki, albo na nasze spotkania robótkowe, gdzie też mamy swoją biblioteczkę.

Teraz, po drugiej przeprowadzce w ciągu pół roku, mam jeszcze mniej rzeczy. Mam półki w szafie/regale/komodzie, gdzie nic nie leży. Tomek zdecydował się przejrzeć i sprzedać swoją kolekcję płyt dvd. Cieszę się, że rodzinnie pozbywamy się nadmiaru.

Ubrań nigdy nie kolekcjonowałam, ani nie robiłam zakupów: na pocieszenie, w nagrodę, bo mnie stać, czy mi się należy. Już od kilku lat wiele ubrań szyję na miarę (mam genialną krawcową), staram się żeby były z doskonałych materiałów. Większość mam z zapasów ciocinych; piękne wełny idealne na sukienki i spódnice. Tomek przekonał mnie, żebym kupowała buty dobrej jakości, drogie ale na lata a nie na jeden sezon. Mam kilka par butów, uzbieranych w ciągu 5 lat, ale są to modele uniwersalne i dobrej jakości. Kiedy w tym roku moje balerinki (3 letnie) na czubkach się zdarły na wylot, to myślałam, że będę płakać, ale znalazłam szewca (ul. Grochowa w Białymstoku, p. Jacek Okułowicz) który je uratował i dalej będą mi służyć.

Nawet zapasy włóczkowe przejrzałam i przetrzebiłam. Umiem się nawet powstrzymać od zakupów ;)

To co zostało mi do ogarnięcia, to laptop i zdjęcia....

Teraz jestem zadowolona z otaczającej mnie przestrzeni. Nie kupuję szybko i dużo, wypisałam się z szalonego konsumpcjonizmu. Odcięłam też telewizję. Nie oglądam jej od kilku lat. Nic istotnego mnie nie ominęło ale przestały mnie przygniatać napływające zewsząd informacje. Powolutku dojrzewam do odcięcia też facebooka, przynajmniej częściowo. Już teraz głównie korzystam z messengera.

Przydatne linki:
Simplicite.pl (klik)
Style digger (klik)
Minimal plan (klik)
Prosty blog (klik)

Przeczytałam:
Minimalizm po polsku (klik)
Slow fashion (klik)
Magia sprzątania (klik)
Chcieć mniej (klik)

Ps. Mam książkowe "pudełko mięczaka".

poniedziałek, 26 września 2016

Konsumenckie perypetie

Miałam ostatnio bardzo nieprzyjemną sytuację. Chcę się nią z Wami podzielić ku przestrodze.

Na 30 urodziny postanowiłam zamówić sobie skórzaną torebkę robioną na indywidualne zamówienie. Na Facebook-u gdzieś mi mignęła reklama torebek, które okazały się takie jak chciałam. Koleżanka jedną zamówiła i jest bardzo zadowolona, więc postanowiłam spróbować.

Dość intensywnie mailowałam ze sklepem odnośnie wymiarów, usztywnienia, długości rączek i koloru. Torebka miała być shoperem usztywnianym o krótszych uchach niż standardowy (bo jak wiadomo jestem lilipucich rozmiarów). Sklep zaproponował mi 3 zestawienia kolorystyczne, ale nie mogłam się zdecydować na żaden, bo wszystkie mi się podobały. Poprosiłam o niespodziankę kolorystyczną, (z ostatniej Pimposhkowej niespodzianki kolorystycznej byłam szalenie zadowolona).

Czekałam ponad 3 tygodnie na torebkę. Tydzień temu ją odebrałam i okazała się wielką klapą. Dosłownie. Torba była miękka (a miała być usztywniana) i miała uszy dłuższe o 4 cm. Wielkie rozczarowanie. Tylko kolorami byłam zachwycona. Świetnie zostały dobrane. I tyle w temacie zgodności torebki z zamówieniem.

Poinformowałam sklep, że torebka jest niezgodna z umową, Zaproponowali odesłanie towaru (bez dyskusji, co nasuwa przypuszczenie, że wiedzieli o niezgodności torby z zamówieniem, ale na nóż widelec się uda opchnąć). I tutaj zaczęły się schody. Nie chcieli zwrócić całości poniesionych kosztów: ceny torebki i dwóch przesyłek. Wymiana maili była bardzo nieprzyjemna i nieprofesjonalna. Padały argumenty "Litości. Po raz pierwszy mam zwrot." No i że zostaną z torebką, której nikt nie będzie chciał kupić, bo ma ucha krótsze!

Dopiero podparcie się ustawą pomogło mi odzyskać pieniądze. Dziewczyna (właścicielka?) napisała, że czuje się przeze mnie zastraszona i odeśle wszystkie koszty.

A oprócz tego nie dostałam paragonu ani innego dowodu zakupu. Sprawa do skarbówki jak nic.

Także NIE polecam sklepu mobag.pl (klik).

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Nowe

Nie było mnie bardzo długo. Ostatnie pół roku było dość intensywne.

Kupiliśmy mieszkanie.

Najpierw musieliśmy się przeprowadzić, znów do wynajmowanego i tak dojrzała w nas decyzja o kupnie mieszkania. Od momentu podjęcia decyzji do przeprowadzki minęło pół roku. Korzystaliśmy z pomocy biura nieruchomości i jesteśmy zadowoleni z ich usług. Nasza agentka jest bardzo sympatyczna, wyrozumiała, zawsze uśmiechnięta a najważniejsze kompetentna. Jej praca nie ograniczyła się tylko do znalezienie mieszkania, ale też pomagała nam w papierologiczno-urzędowych sprawach. Usługi biura to koszt ok 1,5-3% wartości nieruchomości, stawka jest negocjowalna. Jestem zadowolona z ich usług i myślę, że kolejny raz też będziemy korzystać z pomocy biura.

W związku z naszą dość skomplikowaną sytuacją kredytowo-finansową woleliśmy mieć wsparcie doradcy finansowego. Jesteśmy świadomi na jakich zasadach tacy doradcy pracują, ale mimo wszystko woleliśmy nie podejmować ryzyka, że nie dostaniemy kredytu, przez jakiś błąd formalny. Złożyliśmy wnioski do dwóch banków, ale w jednym od razu nam powiedzieli, że szanse są praktycznie zerowe. Mieliśmy tak na prawdę jeden bank i jedną szansę, 2 dni po złożeniu naszego wniosku, w większości banków zmieniły się algorytmy wyliczania zdolności kredytowej, rzecz jasna na gorsze dla kredytobiorców (szczególnie tych dzieciatych). Na szczęście wszystko się dobrze ułożyło, chociaż w trakcie procesowania wniosku analitycy mieli 1000 pytań do... i nie było takie oczywiste, że kredyt zostanie nam przyznany.

W ogóle kupowanie mieszkania to horror. Mieliśmy trochę perturbacji ze sprzedającymi, na szczęście nie musieliśmy się z nimi kontaktować osobiście, tylko biuro to za nas załatwiało.

A teraz o samym mieszkaniu.

Jest w bloku, nowe budownictwo, 3-pokojowe, 64m, przestronne, z dużym balkonem i widokiem na lasek (za laskiem jest cmentarz, ale to nam nie przeszkadza, przynajmniej mamy spokojnych sąsiadów;)). Kupowaliśmy z urządzoną kuchnią (łącznie ze sprzętami AGD) i łazienką.

Remontu nie musieliśmy robić, tylko odświeżyć ściany, co i tak było dość dużą traumą ;) A teraz urządzamy się powolutku.

Zapraszam na wirtualne oglądanie naszego mieszkania

Mikołajek i jego pokój



Nasza sypialnia.

Pokój dzienny



Stół już mamy "normalny", a ten powędrował na balkon, gdzie jego miejsce





Nadzorca i kontroler składania mebli
Większość już urządzona, chociaż dywan i zasłony u Mikołajka na razie tymczasowe. Jeszcze czekamy na część mebli. A ja zastanawiam się nad doborem dodatków.

Bardzo się cieszę, że już jesteśmy na swoim (chociaż nasze będzie za 30 lat jak spłacimy kredyt ;))

PS. Nie mam zdjęć balkonu i przedpokoju, bo zapomniałam o nich ;)) Postaram się następny post napisać szybciej niż za prawie 3 miesiące i o tematyce robótkowej.

czwartek, 2 czerwca 2016

Ośmiorniczki dla wcześniaków

Słyszałyście już o tej akcji? Jeśli nie, to koniecznie zajrzyjcie na fb (klik).

Ja własnie z facebooka się dowiedziałam o tej wspaniałej inicjatywie. A potem napisała do mnie Agnieszka i po krótkiej wymanie maili zaproponowała testowanie wzoru na wersję drutową, świeżutko przetłumaczoną na polski. Cel szlachetny, jak mogłam więc odmówić?