Najbliższe spotkanie robótkowe



Najbliższe spotkanie robótkowe: 29.08.2015, godzina 12:00, w naszym stałym miejscu.

Jeśli chcesz się z nami spotkać, to pozostaw w komentarzu adres mailowy lub skontaktuj się przez formularz, który jest po prawej stronie, a wyślę wszystkie potrzebne wskazówki :]

czwartek, 26 listopada 2009

Wkurzam się

Kilka dni temu na mojej uczelni rozeszła się wiadomość, że w LEPie wypadliśmy najgorzej. Zebrały się ważne głowy i obradowały na ten temat. Jeszcze nie wiemy, co mądrego wymyślili, ale na pewno nie będzie to nic miłego. Kiedy na stomatologii była podobna sytuacja, to zaczęli im stawiać dwóje od góry do dołu. Nie wiem co ma to na celu, ale na pewno nie mobilizację studenta. Denerwuje mnie wiele rzeczy na mojej uczelni:

- to, że anglojęzyczni są traktowani jak lepszy gatunek studenta. (Scenka rodzajowa: mamy seminarium, które ma trwać od 9:30 do 11:30. O 10:30 prowadzący przerywa i mówi: na dziś skończymy, bo zaraz zajęcia mają anglojęzyczni i musimy im udostępnić salę. Inna sytuacja: Jak wszędzie są lepsi i gorsi asystenci. Zazwyczaj Ci lepsi znają angielski a Ci gorsi nie, więc wiadomo z kim my mamy zajęcia a z kim anglojęzyczni.)

- inną sprawą są wykłady, które są ..... obowiązkowe! I generalnie można by było to przełknąć, ale większość wykładów jest po prostu nudna, albo żywcem zerżnięta z książek (które mogę sobie czytać w domu). Wykładowcy w zdecydowanej większości nie chcą udostępniać materiałów. Zasłaniają się prawami autorskimi. Utkwiła mi w pamięci jedna pani profesor, która właśnie tak krzyczała na delikwenta, który pokątnie robił zdjęcia. Jest jeden mały szkopuł, akurat te wykłady były przepisane z książki... kogoś innego. Prawa autorskie? My wcale nie musimy dostawać prezentacji, można przecież zrobić wydruk materiałów. Jakoś na innych uczelniach nie ma takiego problemu, prowadzący przesyłają na maila materiały wykładowe.

- czasem się zdarza, że nawet podręcznika nie mamy konkretnego poleconego. A na jakiekolwiek pytania jest odpowiedz: "Proszę Państwa, to sa studia. Smakujcie studiowanie. Znajdujcie sobie sami wiadomości." Krew człowieka może zalać. Jak mam "smakować studiowanie" jak siedzę na wykładach do szabanastej, po powrocie do domu padam na pysk. Największym marzeniem jest znalezienie się w łóżku, ale przecież trzeba się przygotować na zajęcia na następny dzień. W takim wypadku biblioteka jest baaaaaaaardzo nie po drodze. A skrypty też są rzadkością, przynajmniej na mojej uczelni.

- same zajęcia też pozostawiają wiele do życzenia. Nieliczni asystenci wyznają zasadę: uczę tak, jakbym chciał być w przyszłości leczony. Wolę mieć zajęcia z lekarzem, który jest wymagający, ale przykładającym się do zajęć ze studentami, który dużo tłumaczy, pokazuje, pozwala zadawać pytania, konstruktywnie krytykuje, jest słowny, nie wyśmiewa, nie ucieka przed nami. Ideał, czyż nie? Wydaje się nie do osiągnięcia a jednak na mojej drodze spotkałam takich. Niestety policzyć ich można na palcach jednej dłoni.

- z ciekawostek: na V roku są osoby, które nie wiedzą dlaczego leukocyty są w rozmazie krwi, które rozpoznają zespół metaboliczny po obecności trądziku. To nie były pojedyncze wpadki, które się zdarzają każdemu, bo można się nie nauczyć z różnych powodów, ale są to ewenementy, które chyłkiem przemkną przez studia, uda im się zaliczyć, bo zazwyczaj ściągną, oszukają, nakłamią. I im się uda. A potem wychodzą kwiatki...

Jeszcze wiele innych rzeczy, ale już się tak bardzo zezłościłam, że nie mogę więcej pisać.

Ps. A teraz czekamy aż ktoś z uczelni to przeczyta i zostanę wyrzucona ;)
Pps. Długo mnie nie było, ale przygotowywałam się do Hafli. Układałam choreografię, szyłam kostium, ćwiczyłam. No i jeszcze musiałam chodzić na zajęcia ;) Drutowe relacje w następnych postach.

7 komentarzy:

  1. No jakbyś jeszcze odrobinę żółci wylała to dałabym dziecku przeczytać , bo ja niestety nie dałam rady jej zniechęcić do studiowania medycyny.
    Z doświadczenia wiem ,ze Ci ,którzy super wykładają i potrafią wiele opowiedzieć ,bardzo często są beznadziejnymi praktykami.Takich którzy są genialni w jednym i drugim jest mało ale to są ludzie dużego formatu. Dasz rade .

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobne problemy są też na innych kierunkach i uczelniach. A sam mój kierunek jest za to bardzo ciekawy i satysfakcjonujący. Inna sprawa, że ciężki :]

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja miałam podobne odczucia na moich studiach, starsi profesorowie podchodzili do zajęć baaardzo olewczo, młodzi wykładowcy byli bardziej skupieni na dokręcaniu nam śruby i pokazywaniu, jacy to oni są groźni niż na nauczeniu nas czegoś, o podręczniki na pierwszym roku nieomal biliśmy się w bibliotece, bo było ich mało. Chyba mamy wszyscy zbyt wielkie oczekiwania i wyobrażenia na temat studiów, a potem zderzamy się z twardą rzeczywistością...

    OdpowiedzUsuń
  4. O rany! Toż to naprawdę skandaliczne! Żeby chodziło o jakiś markjeting albo inne nauki polityczne, to zachęta do "smakowania studiowania" miałaby jakeś wytłumaczenie, ale NIE. NA. MEDYCYNIE!!!
    Przeraża lekkomyślność tych profesorów dinozaurów, zapewne strasznie nudzących sie na wykładach, które ich odciągają od praktyki w ich prywatnych przychodniach.
    Zgroza...

    OdpowiedzUsuń
  5. hmmm.... Jak przypominam sobie studia - a konkretnie pisanie magisterki i czepianie się promotorów o podawanie przy każdym fragmencie źródła... No owszem, jak się dosłownie przepisuje zdanie z czyjejś publikacji, to rzeczywiście powinien być przypis czy coś. Ale powinno to obowiązywać wszystkich, a nie tylko studentów, prawda? Przykład: jak siedziałam nad pracą mgr i tonami książek, to natknęłam się na identyczne zdanie w trzech książkach (każda innego autora, w tym jedną z nich była prof. z mojej uczelni!)- w żadnej z nich nie było przypisu! To może wkurzyć...! Pozdrawiam serdecznie - nie daj się! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kasik...nie łam się kobieto!! ja miałam na swoich studiach takich, którzy kazali mi wąchać stare książki w Jagiellonce!!! ale przeżyłam i - co gorsza - uczę w szkole polskiego, bo nie zniechęcili mnie też ci, którzy sprawdzali mi zeszyt (chyba na III czy IV roku studiów), wystawiając ocenę za ładnie prowadzone notatki!
    przypuszczam,że część moich dzieciaków byłaby im bardzo wdzięczna, gdybym zrezygnowała w połowie drogi...

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki dziewczyny :] Co mnie nie zabije to mnie wzmocni ;) A tak na prawdę to się uczę dla siebie a nie dla profesorów.

    OdpowiedzUsuń