Najbliższe spotkanie robótkowe



Najbliższe spotkanie robótkowe: 29.08.2015, godzina 12:00, w naszym stałym miejscu.

Jeśli chcesz się z nami spotkać, to pozostaw w komentarzu adres mailowy lub skontaktuj się przez formularz, który jest po prawej stronie, a wyślę wszystkie potrzebne wskazówki :]

sobota, 30 października 2010

Włóczkowe przemyślenia

Truscaveczka sukcesywnie i skutecznie prowadzi rozzapasowywanie. Znaczy się zużywa zapasy. Postanowiłam iść w jej ślady. Muszę w końcu zrobić miejsce na nowe włóczki ;) W sumie to już od wakacji prowadzę taką akcję. Wykorzystałam:
  • żółtą Lorenę na Orchid
  • białą Glorię na Blossom (który cały czas był na mnie za mały i oddałam go koleżance, która jest mniejsza ode mnie, owszem da się być mniejszym niż ja.)
  • bordową Scarlet na Printed Cardigan
  • różową wełnę od Raweny na FasOlowy Ocieplacz
A teraz szaleję z różowym Kashmirem. W czasie mojego odgruzowywania zapasów kupiłam tylko jedną włóczkę! Więc na razie to ja wygrywam z uzależnieniem, a nie włóczki ze mną ;) Chociaż w mojej wyobraźni to jednak włóczki wygrywają, bo kupuję ich mnóstwo, mnóstwo, mnóstwo. I mam listę zakupów na najbliższe 10 lat. Mam nadzieję, że to nie jest objaw choroby psychicznej ;) A może i jest... Codziennie przed zaśnięciem robię szybki przegląd moich zapasów (w mojej głowie), żeby mi się spało dobrze. Kurcze, oby nie czytał tego żaden psychiatra ;)

11 komentarzy:

  1. no to podziwiam, bo mi wciąż zapasy rosną.... wczoraj weszłam do pasmanterii z niemal zamkniętymi oczami, po tasiemkę...i co? włóczkę wyniosłam!!! szyjogrzej z niej plotę..... a na zapasy miejsca brakuje....

    OdpowiedzUsuń
  2. Na moje też nie ma miejsca, więc muszę je przerabiać. A inna sprawa, że ograniczają mnie możliwości finansowe. Ale akurat to nie jest wcale takie złe ;) Na zakupy pasmanteryjne wymyśliłam inny sposób: jeśli muszę coś kupić to idę do pasmanterii, która nie posiada włóczek w asortymencie. Na szczęście jest to jedna z lepiej zaopatrzonych pasmanterii w Białymstoku, jeśli chodzi o dodatki krawieckie :]

    OdpowiedzUsuń
  3. Szacun i podziw dla silnej woli. Moja poszła się paść... na urugwajskie łąki:)))
    I kombinuje ona, ta moja wola, co by tu jeszcze... Co tam, lepsze takie choroby niż inne:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. tak, to jest choroba, uzależnienie. Ale jeden z nielicznych nałogów przynoszących pozytywne efekty dla nałogowca

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdecydowanie nałóg. Kiedy wchodzisz do pasmanterii z włóczkami i robisz taką minę @__@, to musi być choroba...
    Wytrwałości życzę, siostro w włóczkoholizmie.

    OdpowiedzUsuń
  6. ja to się boję już o tym pisac bo jeszcze ktoś stwierdzi jak nic - uzależniona - trzeba leczyć ;) :)

    OdpowiedzUsuń
  7. W zyciu trzeba miec jakies nalogi :) Ja tez tak mam, ze ide np kupic guziki, a wychodze z nowymi wloczkami. Snia mi sie wloczki, majacza pod powikami, marza mi sie nowe projekty itp, itd... Powinnysmy zalozyc Stowarzyszenie Anonimowych Wloczkoholiczek :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Destaszuj dzielnie ;) Ja przed zaśnięciem obmyślam szczegóły konstrukcyjne robótek - niektórzy tak mają ;) Nie jesteś sama.

    OdpowiedzUsuń
  9. skad ja to znam...psychiatra tu nie pomoze..poprostu juz tak mamy...swoje wloczkowe pasje kochamy,,,pozdrawiam ania

    OdpowiedzUsuń
  10. Trochę mi ulżyło, że nie jestem odosobniona w moim wariactwie :]
    Truscaveczko, też obmyślam szczegóły konstrukcji przed zaśnięciem, zaraz po inspekcji zapasów :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja po powrocie z Norwegii do Polski stracilam zapal do zakupow - jakos i wybor wloczek w Polsce jest baaaaardzo marny. Tym bardziej w malych miejscowosciach. Zakupy w internecie nas ratuja. Na szczescie przy takich zakupach latwiej jest mi sie opanowac ;)
    Pozdrawiam wloczkoholiczki

    OdpowiedzUsuń