Najbliższe spotkanie robótkowe



Najbliższe spotkanie robótkowe: 29.08.2015, godzina 12:00, w naszym stałym miejscu.

Jeśli chcesz się z nami spotkać, to pozostaw w komentarzu adres mailowy lub skontaktuj się przez formularz, który jest po prawej stronie, a wyślę wszystkie potrzebne wskazówki :]

czwartek, 6 czerwca 2013

Wilno

Z tytułu długiego weekendu, wybraliśmy się ze znajomymi do Wilna. Samego miasta nie będę opisywać. Jest co zobaczyć, gdzie dobrze zjeść. Jeśli ktoś nie był, to polecam.

Przed wyjazdem byliśmy straszeni, że Litwini są Polakom nieprzychylni. Bardzo możliwe, ale myśmy tego na własnej skórze nie odczuli dotkliwie. 2 razy byliśmy niemiło potraktowani w pubach, gdzie obsługa była +40, kiedy kelnerzy/kelnerki byli młodsi nie było problemu. A druga sprawa zawsze zwracaliśmy się po angielsku.

Kiedyś sama miałam wątpliwa przyjemność mieć kontakt, z Białorusinami, którzy w swoim zadufaniu byli przekonani, że w Polsce wszyscy po rosyjsku mówią, i nawet nie wysiali się w innym języku porozumieć. Dlatego na Litwie nie oczekiwaliśmy, że polski będzie językiem wiodącym. Było też tak, że kiedy obsługa słyszała  polski, to sama przechodziła na ten język. Raz pani w muzeum KGB (jeśli ktoś się wybiera do Wilna, to warto zobaczyć to muzeum, jest przy ul. Gedimino 38) obsztorcowała mnie i męża, że nie po polsku mówimy, po tym kiedy o bilety poprosiliśmy po angielsku ;))

Jeśli chodzi o muzea, to jak muzea. Niektóre bardziej, inne mniej warto obejrzeć. Niestety nie mieliśmy wiele szczęścia, bo 3 muzea, gdzie chcieliśmy zajść były zamknięte. Albo jeśli były otwarte, to nigdzie nie było takiej informacji. Muzea są po prostu źle oznaczone, informacja turystyczna też wiele do życzenia pozostawiała.

A teraz meritum: włóczka!
Przed wyjazdem zrobiłam rozeznanie w sklepach włóczkowych. Znalazłam parę sklepów. W ścisłym centrum 4 sztuki.

Moim ulubionym został: Mezgimo Zona (Knittin Zone), Pylimo g.38. Prowadząca go kobieta, Sonata, jest bardzo miła, pomocna, pozwoliła mi obfotografować sklep i siebie.

A ja jak ten osiołek w żłobie nie mogłam się zdecydować, co wziąć. Z lokalnych włóczek miała tylko len, z którym jeszcze nie pracowałam i nie wiem czy będę do niego pałać miłością.

Po trudnych chwilach, w końcu zdecydowałam się jednak na len na cewce w kolorze zgaszonego różu.

Same zresztą zobaczcie: całe ściany w dobrościach, spora biblioteka, mają też klub robótkowiczek,  spotykają się w każdy czwartek na wspólnym dzierganiu.





 A to Sonata we własnej osobie.

Wybór włóczek ogromny, i Dropsowe, i Rowana, i Nako, i Regia. Ceny również zbliżone do naszych.

Byłam też w Verpalai, ale tam nie znalazłam włóczki, interesującej mnie. Nie mieli nic lokalnego. Nabyłam tylko druty Addi, które okazały się tańsze niż w PL.
Kolejny sklep to Casa Lana, gdzie kobieta nie mówiła w żadnym obcym języku, i się z nią nie mogłam dogadać, więc nie zabawiłam długo, i też nic nie kupiłam. W pierwszej chwili myślała, że się zgubiliśmy.
Znalazłam też sklep, nie pamiętam nazwy, z wełną litewską, i do dziania i do filcowania, ale wełna była dość zgrzebna i sztuczna w dotyku, więc sobie ją darowałam, mimo że kosztowała bardzo mało.

A na koniec ciekawostka:

Ogłoszenie duszpasterrskie:
Dzień Dziergania w Miejscach Publicznych w Białymstoku odbędzie się 8 i 15 czerwca, od godziny 12 w Akcencie, na Rynku Kościuszki.

 Mnie niestety nie będzie, albo jeśli mi się uda to wpadnę na chwilę ok 12.30, albo w okolicach 17. Wypadło mi dość ważne szkolenia w obie soboty, i niestety plany dziergacze zostały zaburzone. .

7 komentarzy:

  1. Ciekawa i interesująca wycieczka. A już doniesienia o sklepach włóczkowych - świetne. Oj pozazdrościłam Ci tej wizyty w sklepach i możliwości obcowania z pięknymi włóczkami. Cieszę się, że nam opisałaś litewskie sklepiki z włóczkami.

    OdpowiedzUsuń
  2. do Wilna wybieram się z teściem (!) juz od kilku lat i ciągle coś... obydwoje mamy jakąś taką szwędaczkę do miejsc "dziwnych" :) w żadnej rodzinie nie mam korzeni litewskich, ale we Lwowie już byłam i jest w tych miejscach to coś... chociaz fakt, też słyszałam, że Litwini są nam mało przychylni, w przeciwieństwie do Ukraińców - Ci mam wrażenie, że aż zanadto nam ulegają, ja czułam się we Lwowie jak bogata turystka z Zachodu i to mnie denerwowało... było to już z 10lat temu, ale nadal pamiętam tę radość, zachwyt i wdzięczność za to, że do nich pojechaliśmy! Mówić po polsku, absolutnie nie wysilać się na rosyjski - niemile widziane.. - ale to we Lwowie, nie wiem, jak dalej na wschód... Natomiast miałam kiedyś kolegę Białorusina i ten rzeczywiście był z lekka wyniosły... :))) A niektórym wydaje się, że za wschodnią granicą to "tylko Ruscy"... a tu taka mozaika różnorodna:))

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniałe zdjęcia, najbardziej podoba mi się ten kącik z książkami, z miejscem gdzie można się spotkać i wspólnie dziergać. Intrygujący wybór, oczywiście będę śledziła bloga by dowiedzieć się, co powstanie z tego lnu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaglądam tu do Ciebie od jakiegoś czasu i - choć śmiesznie to brzmieć może - urzekła mnie Twoja historia... :) sama chętnie wycieczki krajoznawcze zakończyłabym w podobnym sklepie, choć nie wiem czy mój Połówek by to cierpliwie znosił :) I nie mogłabym się podobnie jak Ty zdecydować - w podobnych miejscach kombinuję jak zabrać wszystkie moteczki ze sobą do domu i w rezultacie wychodzę - w myśl zasady : wszystko albo nic - z pustymi rękoma :)Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. oj marzy mi się taka wycieczka:) Litwa to miejsce dzieciństwa mojego taty;a takich sklepów jak ten u mnie nie ma dlatego zakupy włóczkowe robię jedynie przez neta:( krótko mówiąc zazdraszczam i dziękuję za relację:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tak miałam w Oslo :) A teraz jak mam chandrę, to idę do Amiqs i miętolę urugwajskie merynosy. Pomaga równie dobrze jak nowa szminka :)

    Jedliście kołduny?

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam Ciebie serdecznie.Fajny ten Twój blog.Obserwuję go od dłuższego czasu-ciekawie piszesz w swoich postach.Pozdrawiam z Dobrych Czasów.Jola

    OdpowiedzUsuń