Najbliższe spotkanie robótkowe



Najbliższe spotkanie robótkowe: 29.08.2015, godzina 12:00, w naszym stałym miejscu.

Jeśli chcesz się z nami spotkać, to pozostaw w komentarzu adres mailowy lub skontaktuj się przez formularz, który jest po prawej stronie, a wyślę wszystkie potrzebne wskazówki :]

piątek, 13 lutego 2015

O karmieniu piersią

Pimposhka (klik) napisała super post o karmieniu piersią w UK. Tylko pozazdrościć takiej opieki, bo u nas to bywa różnie. Mam wrażenie, że kobiety karmiące są pozostawione same sobie. Opowiem o moich perypetiach, może komuś to pomoże.

Już w czasie ciąży wyciekało mleko i używałam wkładek laktacyjnych. Od razu po porodzie położna pomogła mi przystawić Mikołajka do piersi. Chłopak miał problem z chwyceniem lewej brodawki, bo jest płaska, więc zaczynałam od kapturka na lewej piersi. Z prawej bez problemu. Jak już pisała rodziłam przez cięcie cesarskie, a z rozpoczęciem laktacji nie miałam problemu. Tak więc między bajki można włożyć mit, że po cesarce jest problem z karmieniem piersią i zostaje tylko mleko modyfikowane. Oczywiście jest to NIEPRAWDA (potwierdzi to Truscaveczka, czyż nie?).

Już w domu miałam nawał pokarmu. Koszmar... Teoretycznie wiedziałam co robić, ale nie byłam na to przygotowana psychicznie. Laktatorem zdewastowałam sobie brodawki, Junior nie mógł się dobrze przyssać, bo piersi były koszmarnie twarde. Na szczęście przyszła położna, a wieczorem moja siostra, które pokazały mi jak spuścić nadmiar pokarmu ręcznie. Stałam więc nad umywalką i ściskałam piersi, a mleko leciało strumieniami. (Ważne, żeby odciągać/ spuszczać mleko do uczucia ulgi, bo co się odciągnie to zostanie naprodukowane). Oczywiście dziecko to najlepszy laktator, ale mój najedzony po korek nie planował jeść więcej ;)

Walczyłam z poranionymi brodawkami. Najpierw je zniszczyłam laktatorem a potem Mikołaj doprawił. I tutaj znów poratowały mnie kapturki. Stosowałam różne maści na brodawki. W moim przypadku zdecydowanie najlepsza okazała się lanolina (miałam próbki z jakiejś angielskiej marki, a potem zakupiłam z Ziaji). Położna poleciła mi Bepanthen na bardzo poranione brodawki, ale Tomek nie mógł się dogadać w aptece o który dokładnie chodzi. Zostałam więc przy lanolinie.

Potem miałam zapalenie piersi. Gorączkę pod 40 stopni, dreszcze, okropny ból. Pojechaliśmy do Kliniki, gdzie rodziłam, tam ginekolog, który prowadził ciążę, zbadał mnie, zrobił usg, przepisał leki (bez antybiotyku się nie obeszło). I już następnego dnia było zdecydowanie lepiej.

Niestety w tym czasie zmarł mój dziadek. Bardzo mnie to zestresowało i "siadła" mi laktacja. Płakałam ja, płakał Mikołaj. Dzięki Bogu za przyjaciół! Zadzwoniłam do przyjaciółki popłakać jej w słuchawkę, a okazało się, że jest w Bstoku i za pół godziny była u mnie. Powiedziała mi to, co jej powiedziała położna: po pierwsze dziecko ma być najedzone! Skoczyła do sklepu po mleko modyfikowane. Dokarmiłyśmy Mikołajka. Dziecko przestało płakać i poszło spać. Ważne żeby dokarmiać PO przystawieniu do piersi, a nie zamiast, inaczej laktacja siądzie całkowicie. Robimy 30ml mleka, jak zajdzie potrzeba to kolejne 30ml. Jest szkoła, żeby dziecku nie podawać butelki, tylko karmić strzykawką, albo łyżeczką, albo z kubeczków. Ja nie miałam takiej siły, korzystałam z butelek Tommee Tippee, które mają szerokie smoczki, co wymusza na dziecku układanie buziaka jak na cycku (też poleciła mi przyjaciółka, jeszcze jak byłam w ciąży, więc od razu takie kupiliśmy).

Równocześnie umówiłam się na wizytę do doradcy laktacyjnego. W ramach opieki poporodowej w prywatnej klinice zapewniona jest opieka doradcy laktacyjnego. Na wizytę musiałam czekać kilka dni, ale doradczyni przez telefon poradziła mi, żebym piła Fameltiker i po każdym karmieniu używała laktatora elektrycznego po 10 minut na pierś (i nie patrzyła czy coś leci, czy nie, bo to ma stymulować). Tak też robiłam. Było to dość upierdliwe, ale grunt to samozaparcie. Po kilku dniach mieliśmy wizytę. Doradczyni porozmawiała ze mną, zważyła Mikołajka, zbadał czy dobrze ssie, zbadała moje piersi, i zobaczyła czy się dobrze przystawia do piersi.

Cały czas bolały mnie brodawki, i obawiałam się, że Mikołaj źle chwyta pierś. Poszukałam w internecie jak ćwiczyć łapanie. Pomocne okazały się strony ta (klik) i ta (klik).

Po kilku dniach znów zaczęło mi się kolejne zapalenie piersi... (Tym razem już wiedziałam, jak zaczyna boleć pierś, więc nie dopuściłam do gorączki). I znów pomogła nam doradczyni. Poradziła, żeby stosować ibuprofen (można w czasie karmienia), przystawiać jak najczęściej, zaczynać od chorej piersi, ewentualnie odciągać mleko, jeśli Mikołaj nie chciałby pić z chorej piersi (mleko inaczej smakuje), no i okłady z kapusty. I to wszystko nam pomogło. Następnego dnia było już lepiej.

Na kontrolnej wizycie u ginekologa, lekarz powiedział mi coś, o czym nikt nie mówi: karmienie, to umiejętność jak każda inna, którą trzeba wyćwiczyć. I to święta prawda! Niektórym przychodzi to łatwiej, a innym, jak mi i Mikołajowi, trudniej. Duże znaczenie ma też fakt, jak karmienie jest przedstawiane. Sam cukier. Cudne i wspaniałe, matka odczuwa jedynie przyjemność i błogostan. Rzadko mi się mówi o problemach: poranionych, bolesnych brodawkach, problemem z przyssaniem się, zapaleniach, nawale. Nawet w szkole rodzenia, problemy czasu laktacji były potraktowane po macoszemu. Doradczyni laktacyjna, która prowadziła zajęcia, rozpływała się nad karmieniem, same ochy i achy. Nie dziwię się, że kiedy dziewczyny natrafiają na trudności z karmieniem przestawiają się na mleko modyfikowane. Praktycznie znikąd pomocy, nie każdy może sobie pozwolić na prywatne wizyty doradcy laktacyjnego a nie wszyscy wiedzą gdzie i czy są "państwowe" poradnie laktacyjne. W Białymstoku jest przy UDSK Poradnia Zaburzeń Laktacji (klik).

Napiszę jeszcze o jednej rzeczy. Lekarze mało wiedzą o laktacji. Na studiach miałam jedne zajęcia w ramach pediatrii o laktacji (właśnie w tej poradni, do której dałam link). Mam nadzieję, że teraz jak będę chodziła na wizyty patronażowe do noworodków, to będę chociaż trochę mogła pomóc młodym mamom. 

W internecie przeczytałam opinie, że lekarze są przekupowani przez przedstawicieli firm farmaceutycznych, które produkują mleko modyfikowane. BZDURA. Pracuje 2 lata w gabinecie i w ciągu tych dwóch lat nie było takiego przedstawiciela u mnie ANI RAZU!

PS. Zapomniałam jeszcze napisać o "kryzysach laktacyjnych", które moja doradczyni woli nazywać skokami wzrostowymi. Pokarmu nie jest mniej niż było, tylko dziecko potrzebuje więcej. Dlatego "wisi" na cycku cały dzień. Takie skoki są ok 3 i 6 tygodnia, 3 i 9 miesiąca i trwają ok 2 dni.

39 komentarzy:

  1. Myślę, że z Pimposhką stworzyłybyście fajnego bloga - dwa punkty widzenia na te same sprawy :)
    A to co piszesz jest tym bardziej smutne, że jesteś lekarzem czyli teoretycznie przynajmniej powinnaś być bardziej przygotowana niż reszta społeczeństwa. Też potwierdzam - po cc można bez problemu karmić. Ok, z malutkim problemem, u mnie problem w postaci bolących brodawek trwał raptem kilka dni i przeszedł sam po zastosowaniu bepanthenu i chwilowym odstawieniu od jednej piersi (czas na zagojenie)

    I jak to? bigpharma ci nie płaci?!!! Nie ma spisku? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozmawiałam z koleżanką z roku, która urodziła córeczkę 4 dni wcześniej niż ja. I ona w Poradni Zaburzeń Laktacji w ogóle nie miała zajęć.

      Usuń
  2. Moje dzieci karmiłam piersią i wspominam tylko miłe chwile... Dzięki Tobie przypomniały mi się również te mniej sympatyczne ;-)
    Ale najgorzej wspominam ból obkurczającej się macicy po drugim porodzie... zupełnie nie wiem dlaczego najbardziej bolało podczas karmienia... :-) I zamiast miłych chwil z dzidzią było tarcie pięt z bólu.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu brzuch boli podczas karmienia właśnie bo wtedy wydziela się hormon odpowiedzialny za kurczenie. To zresztą dlatego, kobietom które karmią piersią ciążowy brzuszek znika błyskawicznie.

      Usuń
    2. Dokładnie tak. Spada poziom estrogenów i progesteronu po porodzie, a podczas drażnienia brodawek wydziela się oksytocyna i prolaktyna, które mają wpływ na skurcze macicy. Szczególnie oksytocyna.

      Usuń
  3. Fajnie, że o tym napisałaś :)
    Z zainteresowaniem przeczytałam, zwłaszcza, że jestem właśnie w 7. miesiącu drugiej ciąży. Moja pierwsza też była przez cc i ta również będzie. Potwierdzam, po cc da się karmić piersią, chociaż my mieliśmy trochę podobnych problemów i prawdziwe karmienie wyłącznie piersią zaczęło się dopiero po 3 tygodniach od porodu! Wyszło, że po prostu musimy się siebie nawzajem nauczyć i przestać stresować, bo stres to największy wróg skutecznej laktacji ;)
    Bardzo gorąco pozdrawiam i wszystkiego najlepszego dla Maluszka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie i jak najmniej problemów z karmieniem :]

      Usuń
  4. Bardzo pouczający post. Pokazuje że przeciwności można pokonać i karmić naturalnie.
    Zgadzam sie, że twierdzenie o problemach z karmieniem po cc to wielki mit. Mimo iż moja Mała została przystawiona po raz pierwszy nieco później i tak ssała bez problemu (i tak już rok ;-)).
    Co do ostatniego akapitu - u mnie lekarze (i pediatra, i ginekolog) oraz położne namawiali do karmienia piersią prawie "na siłę". Dla mnie nie było to problemem, bo chciałam karmić naturalnie, ale dla mam , które z różnych powodów nie chcą/nie mogą karmić piersią takie podejście personelu medycznego musi być męczące.
    Dużo zdrówka dla Mikołajka i dla Was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. .Namawianie to jedna kwestia a realna pomoc to druga. Jeśli matka nie chce karmić piersią, to jest jej decyzja i nikt nie powinien jej przymuszać do karmienia piersią. WIęcej z tego może być szkody niż pożytku.

      Usuń
  5. System faktycznie nie bardzo pomaga, ale inne mamy, które jeszcze nie zapomniały, pomagają chętnie i skutecznie. Mnie, na przykład, koleżanka pokazała, jak bezproblemowo odczepić synka, kiedy źle chwycił pierś. Taka mała rzecz, a oszczędziła mi bólu, ran i nerwów, że coś robię nie tak.
    I jest jeszcze youtube z filmami instruktażowymi pod angielskim hasłem 'breastfeeding'. Może to głupie szukać pomocy na yt, ale z braku laku lepsze to, niż rwanie włosów z głowy.
    Ach, i sprostuję jeszcze, że nie dla wszystkich mam karmienie piersią jest źródłem nieustających wzruszeń i uniesień. Nie musi tak być. Może to być całkiem długi czas bliskości z dzieckiem, takiej zwyczajnej, codziennej, podczas której dziecko dostaje szamkę, której potrzebuje i która sama się robi :) I koniecznie trzeba pamiętać o ząbkach, kiedy się już pojawią!

    Dużo zdrówka i miłego karmienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi trick z odczepianiem Juniora pokazała położna środowiskowa. To prawda, że najwięcej wsparcia dostaje się od otaczających mam. Koleżanki, które mają już niejednokrotnie dorosłe dzieci i opowiadają swoje przygody z porodówek (państwowych) jednogłośnie mówią, że najwięcej pokazywały im koleżanki z sali poporodowej.

      Usuń
  6. Rowniez potwierdze, ze cesarka w zaden sposob nie przeszkadza w karmieniu piersia.
    Swoje poczatki wsominam podobnie jak Ty. Walka, bol, pot i lzy. I krew. W szpitalu trafilam na cudowne polozne, ktore pomagaly rowniez przy laktacji. Noworodkowe pielegniarki narobily wiecej szkody i zamieszania niz pozytku.
    Bolesne ( rowniez doslownie) rozczarowanie przezylam przez to lukrowanie karmienia. Uwazam, ze duzo szkody wyrzadza ono mlodym mama. Zupelnie niepotrzebnie.
    Duzo pomogly mi strony o laktacji i polozna srodowiskowa. Ale karmienie wywalczylam sobie sama. I niestety odbieram to jako walke.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też odbieram to jak walkę. Dlatego całkowicie Cię rozumiem.

      Usuń
  7. Witam, gratulacje! Ja też jestem po CC i to po dwóch:). Obie córeczki karmiłam piersią i też miałam trudne początki przy pierwszym dziecku. Przy drugim było fantastycznie.Obie karmiłam ponad półtora roku.Myślę, że to świetna sprawa, ale często pomoc jest potrzebna. Chciałam tylko napisać, że kiedy urodziłam drugie dziecko, na sali była dziewczyna, która prawie nie miała brodawek. To nie było jej pierwsze dziecko. Karmiła wcześniej sztucznie i tu też miała taki zamiar, ale podczas całego jej pobytu w szpitalu pielęgniarki zmuszały ja do karmienia piersią. Płakała ona, płakało dziecko. Raz w nocy w końcu jedna z dziewczyn jej sama nakarmiła porządnie dziecko piersią, bo żal było dzieciaczka. Była traktowana jak wyrodna matka, niby uprzejmie, ale tak chłodno, że okropnie było jej szkoda. Okropne jest zmuszanie i do tego i do tego. Zwłaszcza jeśli ktoś podejmuje decyzję, bo nie da rady karmić inaczej. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie się zgadzam. To jest decyzja matki jak chce karmić. Uważam, że namawiać trzeba do próbowania karmienia piersią, ale absolutnie nie do zmuszania.

      Usuń
  8. Smutne, że jeśli chodzi o tzw. system, niewiele zmieniło się przez 25 lat, które upłynęły od moich doświadczeń.
    Wszystkiego najlepszego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Myślę, że powoli się zmienia (mam taką nadzieję ;)).

      Usuń
  9. A mnie ten post poraził. Jestem zwykłą dziewczyną z małego miasteczka która rodziła w czasach zamierzchłych gdzie nie było internertu, poradni laktacyjnych i tego wszytskiego co jest dzisiaj. W zyciu nie pomyślałabym że kobieta po medycynie - lekarz bedzie tak niedouczona i tak zagubiona jednocześnie. Przeraża mnie to. Widać system tak kształci a potem błąkamy się z takimi problemami, po lekarzach który nie potrafi rozpoznac zapalenia piersi. smutne to... życzę więcej wiary w siebie Pozdrawiam serdecznie
    korespondencja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korespondencjo, właśnie dlatego nie leczy się siebie i rodziny, bo ignoruje się objawy.

      Usuń
  10. Też potwierdzam, że karmienie po cc jest możliwe. Ja rodziłam dawno temu, w latach 80tych i kamienie pierwszego dziecka po bardzo ciężkim porodzie wspominam jako horror nie dlatego, że bolało, choć nie zaprzeczam, że nie, ale dlatego że wpadlam w depresję poporodowa, nie miałam wsparcia, synek nie przybieral bo lecialam wg modelu- pierś co 3 godziny i odciaganie mleka do
    końca po każdym karmieniu. Wyrządziło nam to wiele szkody, karmienie
    zakończyło się po 5 tyg. Z drugim dzieckiem, ktore urodziłam przez cc właśnie, byłam bardziej odporna psychicznie. Do karmienia zazyczylam sobie córcie juz nastepnego dnia po zabiegu, co totalnie zaskoczylo presonel, ale dziecko dostałam, nakarmilam, a kobiety leżące razem ze mną, które miały zabiegi dzien wcześniej też sobie zazyczyly swoich pociech i wszystkie podjelysmy karmienie z radością. Mimo tego, że jestem pielęgniarka, że miałam praktyki i na oddziale położniczym i noworodkowym, o karmieniu piersią dowiedziałam się najwięcej od innej młodej matki leżącej na łóżku obok mnie. To wiedza, jaką mi przekazała pomogła mi nabrać pewności siebie w karmieniu drugiego dziecka. Cała mądrość zawarła się w odciaganiu pokarmu tylko do uzyskania uczucia "luznej piersi", przystawiania dziecka na każde jego żądanie do piersi. W efekcie mala wisiala mi na cycku po 15-16 razy na dobę przez pierwsze 3 miesiące, ale stopowala na spacerach, wiec nie byłyśmy uwiezione w domu. Później picie sie unormowalo i stalam się mniej niezbedna :-)
    Czas spedzony na karmieniu drugiego dziecka pomógł mi dojrzeć do roli matki, dał mi ogromną satysfakcję i pełnię matczynego szczęścia, gdy miałam ich oboje obok siebie. Starszy brat tez chciał probowac i czasami oboje pili mleko od mamy.
    Bardzo dobrze, że poruszylyscie ten problem, może ktoś na tym skorzysta. Każde źródło wiedzy na ten temat jest bezcenne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za ten komentarz. Ja też najwięcej dowiedziałam się o karmieniu z własnych doświadczeń.

      Usuń
  11. Kasiu cóż współczuję i trzymam kciuki żeby Misiek kiedyś Ci się odwdzięczył przytulańskami i buziakami dla mamusi :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zazdroszczę, tylko tyle powiem. Nie miałam niestety takiego szczęścia i mogę poniewczasie narzekać na opiekę laktacyjną - zarówno tę szpitalną jak i tę, którą sama potem znalazłam. My walczyliśmy 3 tygodnie z brodawkami, cofniętą żuchwą, zerowym wypływem mleka przez 5 dni po cesarce (serio, nawet siary nie było chociaż pracowaliśmy na różnych laktatorach i ręcznie też - mm podane w szpitalu było wybawieniem ale musiałam o nie zawalczyć bo dziecko głodne), alergią i przepotwornym zmęczeniem. Podziwiam kobiety, które mają siłę walczyć dalej. Po 3 tygodniach i próbie przystawienia dziecka do zassanego na piersi laktatora - poddałam się. I też jest dobrze. Na szczęście (odpukać) młody jest zdrowy, odporność ma zadziwiającą mimo aury za oknem i smarkających rodziców ;) moge się tylko cieszyć. Ale naprawdę zazdroszczę - strasznie chciałam karmić piersią a życie zweryfikowało plany i nadzieje.
    Pamiętam jednak, że najbardziej bolał mnie wspomniany wcześniej brak informacji - "przystawiać dziecko jak najczęściej" - ale jak, skoro nijak się nie przysysa, "zawsze po porodzie jest mleko" - ale co jak naprawdę nie ma i położna też ni kropelki nie wyciska etc. Nikt niestety nie dzielił się takimi informacjami a internet w tej materii niestety też milczy.
    Co do skoków rozwojowych (jak znowuż moja lekarka nazywa) - to fakt - u mojego widać skok własnie po jedzeniu. Ten konkretny przypadek pożera wszystko co ma w zasięgu wzroku ^^ ostatni skok zaczął się próbą złowienia ojcowskiej kanapki z serem a posiłki nagle musiały praktycznie podwoić swoją objętość, żeby żarłoka zadowolić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wszystko jest już ok.
      Co do opieki pediatrycznej. Fantastycznie, że masz taką lekarkę! Dzieciologia to taka dziedzina, gdzie najwięcej człowiek się uczy przez doświadczenie.

      Usuń
  13. Przeczytałam Twojego posta i wróciłam pamięcią 20 lat wstecz, miałam dokładnie tak jak opisałaś. Przykre, że dalej nic się nie zmieniło.
    O tym co przykre szybko się zapomina.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. U mnie laktacja nie była problemem, ale popękane brodawki i stan zapalny w piersiach już tak. Rodziłam 6 lat temu i będę rodzić po raz kolejny za dwa miesiące. Ze swojego pobytu w szpitalu zapamiętałam ogromną znieczulicę jeśli chodzi o matki, które nie mogą karmić. Leżałam z taką na jednej sali. Miała wklęsłe brodawki, obie. Pielęgniarki stać było jedynie na strofowanie jej podniesionym głosem, że ma próbować. Matka płakała, dziecko też, pielęgniarki dodawały swoje "3 grosze" tonem pełnym pretensji, kiedy zrozpaczona matka prosiła o nakarmienie dziecka czymkolwiek, byleby nie było głodne. Ja natomiast czułam się jak zbrodniarz wylewając całymi butelkami ściągnięty nadmiar pokarmu do zlewu :/ Gdyby to były inne czasy, to przysięgam, że oddałabym temu dziecku własny pokarm zamiast go wylewać, bo głodzenie dzieci ot tak, dla samej zasady przez szanowny personel po prostu nie mieści mi się w głowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam już wyżej, zgadzam się całkowicie. Przede wszystkim dziecko ma być najedzone.

      Usuń
  15. "lukrowanie " nie tylko karmienia piersia, ale ogolnie macierzynstwa tez dalo mi sie we znaki. Przy pierwszym dziecku czulam sie jak bar mleczny, mlody ssak wiecznie wisial mi na piersi, ja bylam wykonczona, niedospana, niedojedzona i ...niespelniona, bo przeciez powinnam tryskac szczesciem ,zadowoleniem, spelnieniem i radoscia, a jakos zadnego z tych uczuc nie odczuwalam.
    Powinno sie wiecej mowic o klopotach z karmieniem, o blue moon i negatywnych stronach macierzynstwa- nie po to by kogos odstraszyc, bo przeciez wiadomo, ze te dobre strony przewazaja- ale wlasnie po to, by ktos komu nie wychodzi idealnie od samego poczatku nie czul sie samotny i " wybrakowany"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę się pod tym podpisać wszystkimi kończynami!

      Usuń
    2. Również się podpisuje. Chociaż młody ma teraz prawie 6 lat też czasami jest ciężko. Tylko teraz jestem już przyzwyczajona. Początki to istny szok biorąc pod uwagę model wylewający się z TV i niektórych tzw. blogów parentingowych.
      Nie wiem tylko co myśleć o takich młodych mamach, które mówią, że problemów nie mają, ani z karmieniem, ani ze zmęczeniem, ani z późniejszym wychowywaniem.
      Czy taki cudny egzemplarz im się trafił, czy to piękny PR i utrwalanie tego lukrowania. A może wstyd się przyznać, że się nie wpisuje w trend samej szczęśliwości? ;)

      Usuń
  16. A nie najbardziej dała się we znaki presja, że liczy się wyłącznie karmienie piersią, że która nie karmi, nie jest prawdziwą matką etc. do tego stopnia, że znienawidziłam ten okres laktacji przy pierwszym dziecku - a były problemy, bo mała w 8 tygodniu trafiła do szpitala ze względu na utrzymującą się zółtaczkę, musiałam na tydzień odstawić ją od piersi, no i wiadomo, jak trudno było mi utrzymać w takich warunkach laktację, no i ta presja.
    Przy drugiej dziewczynie już taka byłam zbuntowana, że po trzech miesiącach nic nie mogło mnie powstrzymać przed przejściem na butelkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy miałabym siłę walczyć o laktację, kiedy dziecko trzeba odstawić.

      Usuń
    2. Wbrew pozorom nie jest tak trudno. Ja syna musiałam odstawić jak miał 9 miesięcy, bo miałam anginę i leki, przy których karmić nie mogłam. Odciągałam bez nerwów, a po tygodniu spokojnie wróciłam do karmienia. Synek przetrwał ten okres bez żadnych problemów, czasem potem aż żałowałam, że wróciłam do karmienia :)

      Usuń
  17. Starszego syna karmiłam piersią nieco ponad rok, bez żadnych problemów. Miałam nadzieję, że teraz przy córci będzie tak samo. Ale nie jest. Początkowo myślałam, że brodawki bolą mnie po porodzie, potem pojawiły się strupy i praktycznie brak pokarmu. W szpitalu była dokarmiana MM, na moją prośbę. Po powrocie do domu przystawiałam dalej i było "zaciskanie tyłka", bo tak bolało. W pewnym momencie nawet atak paniki, bo Milka ulała krwią. Okazało się, że tak mi brodawki popękały. Odciągałam laktatorem i podawałam z butelki. Po 10 dniach pojawiło się zapalenie piersi i antybiotyk, ale walcząc z bólem podawałam dalej. Pomocna okazała się położna, która pokazała, jak rozmasować pierś. I okazało się, że brodawki bolą przy karmieniu, bo Mała za płytko łapała. Niestety ani ja, ani nawet położna nie była w stanie odpowiednio jej przystawić do piersi, bo Mała zaraz "poprawiała" po swojemu, czyli za płytko. Kiedy po raz kolejny na brodawkach porobił mi się strupy, a w nocy karmiłam Milkę jednocześnie płacząc, powiedziałam basta. Przeszłam całkowicie na MM.
    Czy żałuję? Tak, gdy Milka ma ataki kolki. Ale po zmianie MM z Bebiko na Bebiko Comfort jest lepiej. Poza tym nikt nie powiedział, że przy karmieniu piersią kolek by nie miała.
    Chciałabym karmić Małą piersią. Może za szybko odpuściłam tą "walkę", ale jeśli ta walka miała wyglądać na nerwach, niechęci na samą myśl o karmieniu i łzach, o cieszę się, że się nie zdecydowałam. Teraz przynajmniej obie jesteśmy szczęśliwe i możemy cieszyć się każdą chwilą spędzaną razem.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Troszkę poruszył mnie ten temat, postanowiłam też coś napisać tak jak ja myślę. Nie sądziłam że laktacja to przedmiot którego należy się gdzieś nauczyć. Myślę że to jest w głowie w tzw instynkcie macierzyńskim, a nie w piersiach jako odrębnych przedmiotach w których powinno być mleko w momencie urodzenia dziecka. Moją starszą córkę urodziłam 25 lat temu mając 22 lata. Nie miałam żadnego doświadczenia ,internetu, poradni laktacyjnych itp, moja mama zrobiła żelazny zapas mleka sztucznego "bo czym ty to dziecko wykarmisz" no tak piersi w rozm 1, brak lewej brodawki. Po porodzie gdy przyniesiono mi córkę i usłyszałam jej kwilenie, rzeka mleka wezbrała, to ciepło szło od głowy i zaczęło samo tryskać z piersi, w trzeciej dobie piersi zrobiły się jak kamienie, całą noc stałam nad umywalką masowałam, wyciskałam, karmiłam,(pokazała mi pielęgniarka jak to robić). Po powrocie do domu było to samo o czym piszecie rany, ból, krew ale moja miłość do córki była silniejsza niż moje cierpienie, karmiłam płakałam smarowałam brodawki, myłam karmiłam i tak w kółko aż po kilku tygodniach wszystko ustąpiło i się unormowało. Nie rozumiem o jakich złych stronach macierzyństwa można mówić w tym okresie to maleństwo jest zdane na nas, bezbronne, potrzebuje tylko miłości i opieki, a przecież wiadomo,że w momencie przyjścia na świat dziecka trzeba sobie wszystko przewartościować, no chyba że ktoś uważa że będzie prowadził takie samo jak przed porodem i wtedy nie jest dobrze, depresja, frustracja itp.Życzę Wam cieszcie się tym czasem bo to nie do odrobienia. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń