Najbliższe spotkanie robótkowe



Najbliższe spotkanie robótkowe: 29.08.2015, godzina 12:00, w naszym stałym miejscu.

Jeśli chcesz się z nami spotkać, to pozostaw w komentarzu adres mailowy lub skontaktuj się przez formularz, który jest po prawej stronie, a wyślę wszystkie potrzebne wskazówki :]

czwartek, 29 września 2016

Minimalizm

Pimposhka opublikowała recenzję (klik) książki "Chcieć mniej" Katarzyny Kędzierskiej, zmobilizowała mnie tym do napisania tego posta.

Kilka lat temu na blogu Herbi przeczytałam o minimalizmie. Zaczęłam szukać informacji na ten temat. Trafiłam tak na klika polskich blogów o tej tematyce. Na początku byłam zainteresowana tylko "francuskim szykiem, stylem" czy jak zwał tak zwał. W uproszczeniu kojarzący się z dżinsami, małą czarną i białą koszulą (ależ pojechałam stereotypem ;)) Wtedy nie ruszałam nic poza modą.

2 lata temu, kiedy byłam w ciąży zaczęły przytłaczać mnie przedmioty w naszym 40 metrowym mieszkanku. Jak pomyślałam, że mam gdzieś jeszcze wepchnąć rzeczy PoTomka, to robiło mi się słabo. Wtedy przypomniałam sobie o minimalizmie. Już nie mogłam porządków odkładać wiecznie. Któregoś dnia zmobilizowałam się i zrobiłam przegląd szpargałów. Powyrzucałam lub pooddawałam sporo rzeczy. Nawet T. wziął czynny udział i przejrzał swoje cenne kabelki.

Po porodzie, kilka dni po powrocie ze szpitala, wybebeszyłam szafkę z dokumentami i ogarnęłam papierzyska, które straszyły mnie za każdym razem jak otwierałam drzwiczki. Na jakieś rok był spokój. A potem nawinęła nam się przeprowadzka i znów była okazja do przejrzenia dobytku.

To był moment, kiedy pozbywałam się książek. Z nimi najtrudniej było mi się rozstać. Niedawno przeczytałam, że nie ilość książek w domu świadczy o nas (nie pamiętam gdzie niestety się na to natknęłam). Uderzyło mnie to ogromnie. Niby proste, ale dla mnie to było odkrywcze. Tym bardziej, że przesiadłam się na czytnik i prawie w ogóle nie czytam książek "tradycyjnych". Ze sporych rozmiarów biblioteczki mam 3 niewielkie półki z książkami (beletrystyka + moje podręczniki), które cieszę się, że mam w wersji papierowej np. przepięknie wydane filozoficzne eseje nieżyjącego już profesora chorób wewnętrznych Szczeklika (podręcznik interny jego autorstwa też posiadam) (klik). Reszta poszła w ludzi, do biblioteki, albo na nasze spotkania robótkowe, gdzie też mamy swoją biblioteczkę.

Teraz, po drugiej przeprowadzce w ciągu pół roku, mam jeszcze mniej rzeczy. Mam półki w szafie/regale/komodzie, gdzie nic nie leży. Tomek zdecydował się przejrzeć i sprzedać swoją kolekcję płyt dvd. Cieszę się, że rodzinnie pozbywamy się nadmiaru.

Ubrań nigdy nie kolekcjonowałam, ani nie robiłam zakupów: na pocieszenie, w nagrodę, bo mnie stać, czy mi się należy. Już od kilku lat wiele ubrań szyję na miarę (mam genialną krawcową), staram się żeby były z doskonałych materiałów. Większość mam z zapasów ciocinych; piękne wełny idealne na sukienki i spódnice. Tomek przekonał mnie, żebym kupowała buty dobrej jakości, drogie ale na lata a nie na jeden sezon. Mam kilka par butów, uzbieranych w ciągu 5 lat, ale są to modele uniwersalne i dobrej jakości. Kiedy w tym roku moje balerinki (3 letnie) na czubkach się zdarły na wylot, to myślałam, że będę płakać, ale znalazłam szewca (ul. Grochowa w Białymstoku, p. Jacek Okułowicz) który je uratował i dalej będą mi służyć.

Nawet zapasy włóczkowe przejrzałam i przetrzebiłam. Umiem się nawet powstrzymać od zakupów ;)

To co zostało mi do ogarnięcia, to laptop i zdjęcia....

Teraz jestem zadowolona z otaczającej mnie przestrzeni. Nie kupuję szybko i dużo, wypisałam się z szalonego konsumpcjonizmu. Odcięłam też telewizję. Nie oglądam jej od kilku lat. Nic istotnego mnie nie ominęło ale przestały mnie przygniatać napływające zewsząd informacje. Powolutku dojrzewam do odcięcia też facebooka, przynajmniej częściowo. Już teraz głównie korzystam z messengera.

Przydatne linki:
Simplicite.pl (klik)
Style digger (klik)
Minimal plan (klik)
Prosty blog (klik)

Przeczytałam:
Minimalizm po polsku (klik)
Slow fashion (klik)
Magia sprzątania (klik)
Chcieć mniej (klik)

Ps. Mam książkowe "pudełko mięczaka".

7 komentarzy:

  1. Kasiu super wpis!!!! Ja miałam dokładnie tak samo...od zawsze coś kolekcjonowałam, książki kocham od dziecka i kupowałam ich dużo, ciuchów nie kupowałam dużo ale wiadomo ciąża, zmiana figury, a że jestem osobą która nie niszczy ubrań nazbierało się tego masę...do tego dochodzą bibeloty, zabawki moje(pluszaki) a w późniejszym okresie zabawki i przedmioty moich maluchów...w pewnym momencie powiedziałam dość...zdecydowaliśmy z mężem że musimy się pozbyć nadmiaru rzeczy i tak mój mąż wymyślił wyprzedaż garażową i od kilku już lat robimy co roku taki kiermasz...ale zawsze nie mogłam zrezygnować z ksiazek, jednak kiedy w tamtym roku zdecydowaliśmy sie na przeprowadzkę również ksiazki i meble poszły pod młotek...sprzedawaliśmy wszystko co sie da...co najważniejsze w tym wszystkim że dobrze mi jest z tym minimalizmem chętnie oddaję rzeczy które mogą się jeszcze komuś przydać albo sprzedaję za symboliczne pieniądze :) moje dzieci mają zabawki tylko te którymi się naprawdę bawią albo które służą do terapii naszej córki...też ograniczyłam życie konsumpcyjne do minimum, kupuje dzieciom ubrania trochę na wyrost dzięki temu ubrania starczają na dłużej, korzystam z wyprzedaży....minimalizm jest super, polecam wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam się, że pudełko mięczaka mnie bardzo zaintrygowało!!!! Kasiu przed chwilą pisałam juz u Pimposhki, o tym jak nadmiar rzeczy mi przeszkadza i to jak trudno oprzeć się kolejnym, Tobie się udało, wierzę, że uda się i mi:)))

    OdpowiedzUsuń

  3. ja już od trzech lat bez żalu pozbywam się niepotrzebnych rzeczy, najbardziej mi szkoda książek i ręcznie zrobionych ciuszków, ale w tym roku się przełamałam. Książki jednak wyniosłam na strych i się zastanawiam co z nimi zrobić ;) bo wyrzucić szkoda, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie do minimalizmu przekonywać nie trzeba. Przez wiele lat mieszkałam w małym pokoju, który dzielę z rodzeństwem. Od kilku lat mam swój własny pokój, który za chwilę będę dzielić z mężem i synkiem. Nie lubię mieć zbyt wielu rzeczy. Rok temu część książek, które nie podobały mi się zaniosłam do biblioteki. Pilnuję swoich przydasi, żeby zbyt wiele ich nie było (przy mniejszej ilości łatwiej jest mi ogarnąć co mam). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja jestem na nie :) Przyznaję oczywiście, że gromadzenie niepotrzebnych rzeczy jest bez sensu i lepiej mieć jedne porządne buty, a nie 3 bylejakie, ale mówię zdecydowane nie pustym pokojom, meble, książki i nawet durnostojki nadają pomieszczeniu charakter i życie i odróżniają go od pokoju hotelowego czy z katalogu. Oczywiście trzeba zachować umiar :) a i przewietrzenie szaf od czasu do czasu się przydaje.
    Byłam kiedyś u znajomych, którzy w łazience na wierzchu mieli tylko szczoteczki do zębów i mydło na umywalce. Szczerze - trochę to był smutny widok w domu z małym dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jakiś czas temu posprzątałam ubrania. Durnostojek nie lubię, więc mam tylko kilka. Co do książek staram się nie kupować, ale przybywają, część oddałam do biblioteki. Jeszcze trochę mi brakuje do odpowiednio małego dobytku.

    OdpowiedzUsuń
  7. ja w ciuchach wprowadziłam zasadę - rok nie używam (nawet o tym nie pomyślałam) oddaję wyrzucam cokolwiek. Oczywiście na razie nie tyczy się to większość przydasi robótkowych choć są już wyjątki :)

    OdpowiedzUsuń